Parafia p.w. Chrystusa Króla w Chojnie

Strona główna arrow Przemyśl przy ołtarzu... arrow XXVI niedziela zwykła - ewangelia
XXVI niedziela zwykła - ewangelia Drukuj
01 Października 2017, godzina 00:00

Osobiste spotkanie w naszym życiu Jezusa, poznanie Go owocuje pragnieniem pójścia za Nim i włączenia się w dzieło odkupienia. Podążanie za Panem oznacza pełnienie Jego woli w życiu codziennym. Tak jak Jezus mamy stać się sługami naszych braci i sióstr, byśmy wraz z nimi mogli wejść do królestwa niebieskiego. Podejmijmy więc zaproszenie do pracy w winnicy Pańskiej, które kieruje dziś do nas Chrystus w przypowieści.

Michał Piotr Gniadek, "Oremus" 2008

Ewangelia na XXVI niedzielę zwykłą

(Mt 21,28-32)

Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy! Ten odpowiedział: Idę, panie!, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: Nie chcę. Później jednak opamiętał się i poszedł. Któryż z tych dwóch spełnił wolę ojca? Mówią Mu: Ten drugi. Wtedy Jezus rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć.


Rozważanie

Zapracowany po łokcie inżynier zanosi okno do szklarza. Zapewniają go, że za dwa dni będzie do odebrania. Kiedy w wyznaczonym terminie zgłasza się po odbiór, dowiaduje się, że jeszcze nie jest zrobione. "Proszę przyjść za dwa dni". Ale i ten termin nie zostaje dotrzymany. Tak chodzi po okno pięć razy, tracąc w sumie cztery godziny cennego czasu. Strata w wymiarze czysto ekonomicznym przerasta kilka razy koszt naprawy okna. Jeśli w tygodniu spotka trzech tak niesłownych ludzi, na załatwienie spraw z nimi straci dwanaście godzin, czyli cały dzień. W skali roku będą to prawie dwa miesiące!

Wartość słowności najłatwiej dostrzec w wymiarze ekonomicznym. Niesłowność jednego kierowcy pracującego w MPK lub PKS może w ciągu dnia decydować o stracie setek godzin pracy ludzi, którzy długie minuty czekają na opóźniony autobus. Niesłowność w dotrzymaniu terminów dostaw materiałów lub części może spowodować w zakładzie pracy, w ciągu jednej doby, szkody milionowe. Z tego punktu widzenia jest rzeczą zupełnie niezrozumiałą, że w naszym świecie, opartym na obliczeniach ekonomicznych, zupełnie nie uwzględnia się wychowania ludzi do odpowiedzialności za słowo.

Niesłowność stanowi najsłabszy punkt naszego życia ekonomicznego, społecznego, narodowego i trzeba, niestety, dodać - religijnego! Wartość człowieka mierzy się wartością jego słów. Jeśli jego słowa nic nie ważą, to znaczy, że jego serce jest puste. "Z obfitości serca mówią usta" (Mt 12, 34).

Słowność jest przede wszystkim wyrazem szacunku, jakim człowiek darzy samego siebie. Kto ceni własne słowo, ceni siebie. Na tej podstawie cenią go i inni. Kto bowiem nie szanuje siebie, nie może wymagać, by otaczali go szacunkiem inni. Słowo winno być jak granitowy głaz. Raz położone nie powinno być przez nikogo ruszone, nawet przez mówiącego. Takie jest słowo Boga i dlatego można Mu wierzyć. Bóg jest słowny. Bóg zawsze dotrzymuje danego słowa.

Chrystus podając przypowieść o dwóch synach zaproszonych przez ojca do pracy w winnicy, zwraca uwagę na niesłowność jednego z nich. Syn obiecuje ojcu, że przyjdzie do pracy, a nie przychodzi, czyli wprowadza ojca w błąd. Nie dotrzymał danego słowa. Drugi syn, nieco leniwy, nie miał ochoty na pracę i jasno to ojcu oznajmił: "Nie chce mi się". Później przemyślał swoją decyzję, zmienił zdanie i poszedł pracować w winnicy. On ojca nie wprowadził w błąd. Sprawił mu raczej miłą niespodziankę. Ojciec na jego pomoc nie liczył, a jednak ją otrzymał. Słuchacze przypowieści jednoznacznie ocenili postawę synów. Ten drugi, w oczach ich i Chrystusa, zasłużył na uznanie.

Słowność stanowi znak autentycznej miłości bliźniego. To dowód, że człowiek troszczy się o cudze dobro. Człowiek niesłowny nie liczy się z dobrem drugiego, lecz kieruje się swoim wyrachowaniem. Szuka tego, co jest dobre dla niego, a nie dla tego, komu dał słowo. Prawdziwa miłość jest zawsze słowna.

Jeżeli brak słowności paraliżuje życie gospodarcze i społeczne, to tym bardziej odbija się ujemnie na życiu religijnym. Całość tego życia jest bowiem oparta na dotrzymaniu słowa danego Bogu. Chrześcijańskie życie rozpoczynające się na chrzcie świętym, polega na dotrzymaniu przyrzeczeń, jakie przed przyjęciem chrztu uroczyście zostają złożone. Doskonalenie życia chrześcijańskiego dokonuje się drogą realizacji postanowień poprawy, które za każdym razem są słowem danym Bogu. Całość życia małżeńskiego jest oparta na dotrzymaniu słowa danego, wobec Boga, współmałżonkowi w chwili zawierania sakramentu małżeństwa.

W tej sytuacji nietrudno zauważyć, że refleksja nad słownością chrześcijanina jest istotna nie tylko z punktu widzenia miłości bliźniego, lecz również z punktu widzenia religijnego. Człowiek jest albo słowny i wtedy dotrzymuje słowa danego ludziom i Bogu, albo niesłowny a wówczas zawodzi zarówno ludzi, jak i Boga. Tylko ten, kto zna wartość słowa, potrafi dostrzec piękno Ewangelii i może stać się godnym zaufania partnerem Boga i ludzi.

Ks. Edward Staniek


* * *

<Poprzednia   Następna>