Parafia p.w. Chrystusa Króla w Chojnie

Strona główna arrow Przemyśl przy ołtarzu... arrow II Niedziela Wielkiego Postu - ewangelia
II Niedziela Wielkiego Postu - ewangelia Drukuj
25 Lutego 2018, godzina 00:00

Na Górze Przemienienia Bóg jeszcze raz objawił miłość ojcowską wobec swego jedynego Syna. Jezus jednak nawet wówczas, gdy ukazał uczniom swoją Boską chwałę, przygotowywał się na niewymowne cierpienie dla zbawienia człowieka i pamiętał o konieczności wypełnienia swojej misji w posłuszeństwie Ojcu. Papież Jan Paweł II niedługo przed swoim odejściem do nieba rozważał tę tajemnicę i wywyższając miłość Bożą, kontemplował fakt, że Bóg ocalił Abrahamowego syna, Izaaka, własnego zaś Syna nie oszczędził, ale Go za nas wydał...

O. Piotr Stasiński OFMCap, "Oremus" Wielki Post i Triduum Paschalne 2006

Ewangelia na II Niedzielę Wielkiego Postu

(Mk 9, 2-10)

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam się przemienił wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden na ziemi folusznik wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: "Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza". Nie wiedział bowiem, co powiedzieć, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: "To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!" I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy "powstać z martwych".

Rozważanie

Katecheta długo się mozolił, by wytłumaczyć młodzieży wielkość powołania chrześcijanina, który ma mieć udział w bóstwie Chrystusa. Uczestnicy katechezy słuchali z uwagą, ale nie akceptowali tego, co słyszeli. Kiedy zostali dopuszczeni do głosu, w stronę zaskoczonego katechety ruszyła lawina zarzutów i ostrej krytyki. "Po co nam ksiądz mówi takie wielkie słowa. To nie ma nic wspólnego z życiem. Co nas obchodzi jakieś "przebóstwienie", skoro nas nie stać nawet na to, by jeden dzień od rana do wieczora być dobrym człowiekiem. Takie wzniosłe ideały to nie dla nas i nie zamierzamy tego więcej słuchać".

Katecheta w pierwszym odruchu samoobrony gotów był zarzucić swoim słuchaczom ateizm. Skoro nie chcą słuchać o tym, co piękne i Boże, a wielkie ideały odstawiają do kąta, co wspólnego mają jeszcze z chrześcijaństwem? Rozstali się w atmosferze pełnej napięcia. Katecheta wracał do domu z poczuciem poniesionej klęski.

Na plebani zrelacjonował całe wydarzenie. Mądry proboszcz słuchał uważnie i z uśmiechem podsumował: "Popełnił ksiądz błąd, chcąc wyprowadzić na Tabor wszystkich uczestników katechezy, podczas gdy sam Chrystus z dwunastu wybrał jedynie trzech. Tabor jest dla wybranych. Cieszę się, że młodzi parafianie mówią jasno to, co myślą. Oni są blisko Ewangelii. Musicie się dogadać".

Tydzień trwało zmaganie katechety. Przeprowadził dodatkowo jeszcze trzy rozmowy z doświadczonymi pedagogami. Wreszcie zrozumiał, że to, czego pragną katechizowani, jest właśnie dokładnie tym samym, co on chciał im ukazać, a nieporozumienie polegało na braku uzgodnienia punktu wyjścia.

Młodzi ludzie byli gotowi podjąć rozmowę na temat ratowania siebie w świecie rozpadu wielkich wartości. Interesowała ich odpowiedź na pytanie: co robić, aby być lepszym. Ksiądz mówił o ideale tak wzniosłym, że w ich oczach stawał się on nierealny. Co tu mówić o możliwościach przebóstwienia, skoro na co dzień sto razy łatwiej spotkać człowieka upodlonego przez alkohol, narkotyki, seks, chciwość, brutalność, niż promieniującego wiarą, modlitwą, miłością. Poprzeczka została ustawiona zbyt wysoko.

Ksiądz faktycznie zapomniał o tym, że Apostołowie na Taborze wcale nie zostali przemienieni. Jedynie Chrystus na krótką chwilę objawił blask swego bóstwa. Przemawiający tam Ojciec Niebieski również nie wzywał Apostołów do przemienienia, tylko do posłuszeństwa swemu Synowi. A kiedy Piotr, Jakub i Jan wracali z góry przemienienia, Jezus zobowiązał ich do zachowania ścisłej tajemnicy, aż do Jego zmartwychwstania. Tabor więcej się nie powtórzył. Błyszczy on na firmamencie Ewangelii jak gwiazda polarna, wskazując kierunek najgłębszych ludzkich pragnień.

W pewnym sensie młodym ludziom łatwiej niż starszym dostrzec sens chrześcijańskiej religii. Sami bowiem przeżywają proces przechodzenia ze świata dziecka w świat dorosłego człowieka. Młodość to czas kształtowania z chłopca mężczyzny, a z dziewczynki kobiety. To jest autentyczna przemiana. Proces niełatwy, ale innej drogi do dojrzałości nie ma.

Wielu chrześcijan zbyt wcześnie rezygnuje z dalszego rozwoju. Po osiągnięciu biologicznej dojrzałości już nie zabiegają o przemianę serca, tak by było ono zdolne kochać Boga, ludzi i świat. Tymczasem jedynie to przemienienie jest w stanie otworzyć przed nami perspektywę lepszego życia i stworzenia nowego, lepszego świata. Tak też zaplanował proces dojrzewania człowieka sam Stwórca. W chrześcijańskiej religii przebóstwić, znaczy to samo, co uczłowieczyć. W Chrystusie Bóg jest człowiekiem i człowiek jest Bogiem. Tajemnica to wielka. Bez niej jednak życie nasze byłoby całkowicie zamknięte w doczesności. To ona umożliwia nam wzrost w stronę wieczności. Podejmując wysiłek stawania się lepszymi, wychodzimy naprzeciw Boga, który pragnie nam w tym pomagać swą przemieniającą obecnością.

Ks. Edward Staniek


* * *

<Poprzednia   Następna>