Parafia p.w. Chrystusa Króla w Chojnie

20 Października 2018, godzina 10:25
Strona główna arrow Przemyśl przy ołtarzu... arrow VI Niedziela Wielkanocna - ewangelia
VI Niedziela Wielkanocna - ewangelia Drukuj
06 Maja 2018, godzina 00:00

Po raz kolejny usłyszymy dziś najważniejsze wezwanie Ewangelii, abyśmy się wzajemnie miłowali. To po tym wszyscy poznają, że jesteśmy uczniami Chrystusa. W tym świetle staje się zrozumiałe, dlaczego Chrystus nigdy nie posyłał uczniów pojedynczo, dlaczego tak ważna w głoszeniu słowa Bożego jest wspólnota. Nie możemy również oczekiwać owoców głoszenia Ewangelii, jeśli nie ma w nas miłości wobec tych, do których idziemy. Bóg jest miłością, przez miłość Go poznajemy i przez miłość przekazujemy Go innym.

O. Marek Rojszyk OP, "Oremus" kwiecień 2006

Ewangelia na VI Niedzielę Wielkanocną

(J 15, 9-17)

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby Ojciec dał wam wszystko, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali".

Rozważanie

Bóg potrzebuje chrześcijan jako świadków odwiecznej, nieodwołalnej miłości, jaką On darzy ludzkość. Ponieważ zarówno pojęcie Boga, jak i pojęcie miłości jest w świecie zamazane i wieloznaczne, świadczenie o istnieniu tej wspaniałej rzeczywistości wymaga przede wszystkim autentycznego i bliskiego spotkania z samym kochającym Bogiem. To spotkanie dokonuje się w modlitwie.

Świadek zmartwychwstałego Jezusa musi pozostawać w stałym i żywym kontakcie z prawdziwym Bogiem, czyli musi być człowiekiem modlitwy. To wcale nie przypadek, iż Piotr dostrzegł już na samym początku wielkie niebezpieczeństwo, grożące każdemu duszpasterzowi, utonięcia w akcjach charytatywnych z zaniedbaniem modlitwy. Stąd zalecił wybór siedmiu diakonów, by odciążyć Apostołów i w ten sposób ratować czas potrzebny im na modlitwę i przepowiadanie słowa. Dzieje Apostolskie ukazują zarówno Piotra, jak i Pawła jako mężów modlitwy.

Przestając z Bogiem na modlitwie, zyskujemy pewność co do decyzji Boga, która określa gdzie, kiedy i w jaki sposób należy świadczyć o Ewangelii. Świadek jako mąż modlitwy nigdy nie daje świadectwa na własną rękę, jest zawsze "wysłany" z misją przez samego Boga. Dokonuje się to zarówno wówczas, gdy trzeba przemawiać publicznie, by chronić Bożego prawa, jak i wtedy, gdy należy się włączyć w rozmowę w wagonie jadąc z Wrocławia do Brzegu. Ten, kto to uczyni na własną rękę, może doprowadzić do kłótni, z których będzie więcej zgorszenia niż pożytku. Zjednoczony z Bogiem bezbłędnie zabierze głos, a jego świadectwo, jak ewangeliczny kwas, niezależnie od tego, czy zostanie przyjęte czy odrzucone, zawsze będzie twórcze.

Doskonalenie modlitwy to trudna sztuka. Do nas należy skupienie, pragnienie modlitwy i wygospodarowanie czasu na nią, ale sama modlitwa jest tak wzniosłym czynem człowieka, iż wymaga specjalnego wsparcia Ducha Bożego. To wsparcie nazywamy darem pobożności. Chodzi w nim o dwa dzieła Ducha Świętego w sercu tego, kto jest świadkiem ewangelicznych wartości.

Duch Święty spełnia rolę Mistrza, który stroi duszę człowieka, by można na niej wygrać pieśń uwielbienia Boga, bo każde świadectwo jest taką właśnie pieśnią. Wiadomo, że skrzypce mogą być wysokiej jakości, ale jeśli nie są dobrze nastrojone, nawet geniusz nic na nich nie wygra. To strojenie, to przygotowanie instrumentu jest podstawowym warunkiem danego koncertu. Człowiek jest jak skrzypce. Sam nie potrafi idealnie nastroić strun swego serca, bo albo je zbytnio naciągnie, albo zabraknie tych tysięcznych milimetra i nie uda się ich razem zestroić. Tu jest potrzebna interwencja Bożego Ducha. Strojenie strun naszego serca, przygotowujące je do modlitwy, to pierwszy owoc daru pobożności.

Drugim owocem tego daru jest umiejętność natychmiastowego oddania siebie do dyspozycji Boga, gdy jest Mu potrzebne nasze świadectwo. Czyli zaśpiewanie, tu i teraz, hymnu uwielbienia Boga przez słowo, postawę, czyn, które świadczą o zmartwychwstałym Jezusie.

Dar pobożności sprawia, że chrześcijanin publicznie wygrywa radość i moc swojej wiary, zawsze pod kierunkiem doskonałego Mistrza, który dba o strojenie instrumentu jego serca i pilnuje, by struny serca drgnęły wtedy, gdy audytorium tego potrzebuje. Ten właśnie dar sprawia, że nasze świadectwo staje się narzędziem głoszenia Ewangelii w ręku samego Boga.

Ks. Edward Staniek


* * *

<Poprzednia   Następna>